Kult cierpienia i strachu w KK

W kościele ostatnio usłyszałam: „błogosławiony, kto się boi pana”.
(Byłam na ślubie Kolegi.)
Śpiewano i powtarzano tę frazę wielokrotnie. Echo rozlewało się i odbijało od przestrzennej budowli. W końcu hipnotycznie powtarzana fraza wypełniała całą jej przestrzeń.
Kult strachu. Kult cierpienia.
Strach to nie miłość. Cierpienie to nie miłość. Miłość to miłość. Miłość jest stanem. Tym, który jest poza strachem, poza cierpieniem. Miłość jest związana z dobrem. Z pewną wrażliwością i otwartością. Z czystością wewnątrz. Pustką i pełnością zarazem.
Może dobre i lepsze w skutkach jest „błogosławiony kto kocha”?

IMG_8151

 Lepiej czcić miłość i pokazywać rytualnie (jeśli już koniecznie trzeba coś rytualnie czcić i pokazywać) symbol serca zamiast symbolu krzyża, czyli symbolu bezmyślności ludzkiej i cierpienia…
Ludzie którzy fiksują się na cierpieniu tkwią w cierpieniu.  Ludzie którzy fiksują się na strachu tkwią w strachu. To niezdrowy wzór na życie.
Strach jest potrzeby jako sygnał, że nad czymś warto się zastanowić, albo że coś jest ryzykowne. Powinien prowadzić do działania w którym Człowiek ustawia się w takiej pozycji, w której strach mija i mija ryzyko.
Tkwienie w strachu jest destruktywne. Dodatkowo, kto nie popełnia błędów wyłącznie dlatego, że boi się konsekwencji – nie działa czysto. Działanie czyste to takie w ramach którego nie popełniam pewnych czynów, bo wiem, że są złe i WYBIERAM inaczej. Konsekwencje są brane pod uwagę – to jasne – warto mieć świadomość ich istnienia, ale nie zawsze strach przed konsekwencjami w postaci „kary” jest dobrą siła sprawczą do zmiany wewnętrznej Jednostki. Świadomy wybór nie jest związany wyłącznie ze strachem. Jest świadomym wyborem i jest pozbawiony presji. Nie osiągnie się nigdy dobrego efektu strasząc Ludzi i karząc. Dobry efekt można osiągnąć wtedy, gdy odróżnia się dobro od zła i wybiera dobro dlatego że się chce i dlatego że ma się odpowiednią wrażliwość, a nie dlatego, że się boi kary.
Cierpienie też nie jest wartością samą w sobie. Cierpienie bywa. Może być pomocne do głębszego poznania i zrozumienia, ale nie warto go traktować jako cnoty czy azymutu w ścieżce Życia.  Wręcz przeciwnie.  Warto rozumieć czym jest w istocie, z czym jest związane (najczęściej ze wszelkiego typu przywiązaniem) i działać w taki sposób, by Życie nie było pasmem cierpienia, a pasmem zrozumienia, zdrowego dysnansu i spokoju.

2 myśli nt. „Kult cierpienia i strachu w KK”

  1. No dokładnie! Ja z kolei byłam na pierwszej komunii u siostrzeńca, bodaj po 2-3 latach nieobecności na mszy. Właśnie ta retoryka strachu jest czymś co mnie (na nowo) zdumiało. Błogosławieni, którzy się boją, Panie nie jestem godzien, jeśli nie będziecie przyjmować co niedzielę Pana Jezusa do serca to zabierze was szatan i takie inne tak głupoty o wyższości kk nad innymi wyznaniami, o jedynej słusznej drodze, o dobroci i miłości księży do dzieci …. aaa…jeszcze coś było, że jak się rodzice nie złożą na remont jakiejś tam części kościoła, to niestety ale w takich warunkach to Bóg do nich nie przyjdzie, bo to właśnie tu muszą się modlić i poznawać Stwórcę. Najgorsze jednak jest to, że ludzie to łykają, gdzieś w głębi serca wychodzą z tego kościoła ze strachem przed potępieniem i świadomością swojej marności i nicości. Trudno właściwie odpowiedzieć na pytanie czemu jedni ludzie robią coś takiego innym ludziom. Pieniądze? Władza? Leczenie własnych kompleksów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *