Zabiegi wizualne, które NIE CZYNIĄ Cię Kobietą, a są niezdrowe.

Znalazłam tekst pod tytułem: 9 rzeczy, których nie warto robić dla urody (link tutaj: http://www.hellozdrowie.pl/lifestyle/9-rzeczy-ktorych-nie-warto-robic-dla-urody), który zainspirował mnie do napisania tego wpisu.

10295011_569960876453078_4472749786472884688_o

Przytoczony wyżej tekst – inspiracja (9 rzeczy, których nie warto robić dla urody)  mówi o ważnych dla zdrowia rzeczach i spostrzeżeniach, jednak nie o wszystkich!

Nie wspomniano w nim o makijażu –  choć dotyka rzęs, nie wspominano o farbowaniu włosów – choć dotyka włosów, nie wspominano o malowaniu paznokci – choć dotyka paznokci.  Dlaczego???  Temat nie istnieje???
Makijaż jest tematem tak mocno wrytym w kobiece struktury społeczne, że mam wrażenie, że chyba nikt poza mną nie porusza go w aspekcie jego szkodliwości, zbędności. Mało kto ” śmie” powiedzieć, że makijaż może być czymś zbędnym, szkodliwym i niekobiecym. Mało kto tak o nim myśli.
Ja również jestem częścią tego systemu i tego świata i rozumiem jak mocne jest oddziaływanie pułapki kulturowo-medialno-marketingowej nagonki. Byłam jej częścią i ofiarą. Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać nad sensem i przerośniętym znaczeniem niektórych zabiegów zadając pytania: „po co?”, „dlaczego?”,  „jakie są przyczyny?” i „jakie są skutki?” doszłam do szokujących odkryć. To jak uzależnienie. To jest uzależnienie. Wielka presja. Nie było łatwo się uwolnić (i zupełnie wolna nie jestem – nie ze wszystkim mam wystarczająco dystansu i odwagi).  Błahe niby czynności, a tak ciężko je odstawić? Tak dziwnie bez? Tak trudno?
Sam makijaż i wszelkie zabiegi zmieniające (bo NIE! upiększające)  stosowane po to, by wyglądać w sposób bardziej zbliżony do „modnego” szablonu po prostu SĄ. Są nijakie.
Znaczenie nadaje im dopiero właśnie wspomniana wcześniej  kulturalno-medialno-marketingowa manipulacja, wiążąc je fałszywie z pięknem i z kobiecością, co  jest i pułapką i błędem!
Często spotykam się z atakiem ze strony kobiet, ponieważ przedstawiam swoje  zdanie, odkrycie i obserwacje w tym temacie. Jestem atakowana,  jakby co najmniej mój głos w tej sprawie był dla kogoś zagrożeniem. Jakbym zabraniała oddychania. Jakby mówienie złego słowa na temat wszelkich zabiegów, które postrzegam jako zbędne i ogólnie szkodliwe  było zabronione. Jakby było ciężkim grzechem. Bronią go jak przysłowiowe lwice.  Szczególnie spotykam się ze sprzeciwem, gdy wspomnę w tym kontekście o makijażu. Uzależnienie? Strach?

Nie zrażając się tym wcale stworzyłam poniższy wpis zainspirowany tekstem: 9 rzeczy, których nie warto robić dla urody, rozbudowany i poszerzony o własne obserwacje, rezygnując przy tym ze stereotypów, których w tekście – inspiracji jednak nie uniknięto – jak na przykład stereotyp,  że „siedzenie z nogą na nogę jest eleganckie„. Eleganckie? Dla kogo? Według jakich kryteriów i czyjego postrzegania? Kto narzuca co ma być eleganckie, dodatkowo nawet wtedy, gdy jest niezdrowe? Stereotypów w tekście-inspiracji jest więcej, lecz nie będę ich demaskować, gdyż każdy stereotyp, slogan i pułapka znalezione samodzielnie są krokiem do sukcesu, którym jest ich odkrycie i zauważenie.

W społeczeństwie funkcjonują schematy. Stereotypy, które są utrwalane z pokolenia na pokolenie. Bez większego zastanowienia.
Wiele z nich jest szkodliwych. Na podstawie wielu z nich Ludzie budują fałszywie poczucie własnej wartości.
Bardzo wiele pułapek czeka na kobiety. Od dziecka wpaja się im w głowy za pomocą kulturowo-religijno-medialno-marketingowej nagonki jakie być „powinny”, gdzie jest ich miejsce, jakie role powinny pełnić i jakie być. Niestety, większość Ludzi nie zadaje pytań typu „po co”? i nie próbuje nawet myśleć samodzielnie przyjmując to, co jest sprzedawane za słuszną wytyczną.
Nic bardziej mylnego.

Poniżej przedstawiam własne,  wsparte cytatami z przytoczonego wyżej linku obserwacje  kilku czynności związanych z powierzchownością, a więc z czymś dość płytkim, które stały się nierozłącznym niemalże obrazem Kobiety. I choć z Kobiecością nie mają nic wspólnego, wiele (bardzo wiele!) kobiet na podstawie tych czynności i samego faktu ich wykonania – buduje poczucie własnej wartości. Dodatkowo, czynności te, poza tym, że samo uzależnienie od nich poczucia wartości powinno uruchamiać alarm – są i poza tym „drobiazgiem” związanym z psychiką = szkodliwe.

  • Malowanie rzęs – daje efekty sztucznych, napakowanych smarem (jakim jest tusz) rzęs. Codzienne nakładanie tuszu i późniejsze zmywanie go  rzęsy niszczy. Dodatkowo używając go podtrzymujesz w sobie błędne przekonanie, że jest on niezbędny i potrzebny oraz promujesz dalej wizję fałszywego obrazu, że rzęsy Kobiety „powinny” być takie, jakie nie są. Bez tuszu Twoje rzęsy są piękne, prawdziwe, normalne, nasze. Jak LUDZKIE. Możesz dalej udawać, ze Twoje rzęsy są inne niż są i zalepiać je co dzień smarem w ramach niezdrowego i niepotrzebnego nawyku.
    Pytanie – po co?
  • Sztuczne rzęsy – jak sama nazwa wskazuje – sztuczne. Są sztuczne i wyglądają sztucznie. Nawet w kreskówkach dla dzieci postacie żeńskie trzepoczą rzęsami. Tyle, że kobiety takich rzęs NIE MAJĄ. Kto na to pozwala? Kto powiela i kto temu przyklaskuje? Długie rzęsy to cecha jednostek – niezależnie od płci, a nie cecha charakterystyczna danej płci. Dodatkowo, kleje szkodzą. Powiekom i innym rzęsom. Odpadają rzęsy. Zabieg trzeba powtarzać. Niszcząc i tworząc sztuczność.
    Pytanie – po co?
  • Farbowanie rzęs i brwi barwnikami typu henna – poprzez używanie utleniacza, którego potrzebują farby do brwi i rzęs zwane „henna” (nie jest to chna!) rzęsy są i niszczone i wybielane (odbarwiane). Poza tym jak już pisałam – piękne masz takie, jakie masz, a nie takie, jak wymyślił ktoś na „jedynym słusznym” schemacie. Możesz dalej je utleniać i osłabiać, by być w zgodzie z aktualnie „modną” farsą.
    Pytanie – po co?
  • Malowanie powiek. Łatwo zauważyć, jak to działa. Nastała teraz „moda” na czarne kreski na oczach i ma je 99% kobiet. Wyglądają „tak samo”. Sztucznie. Dodatkowo całe to kompleksowe malowanie, naciąganie, poprawianie i ścieranie mazideł, kresek, cieni – naciąga, zatyka, męczy i rozciąga skórę. Może nastanie moda na rysowanie gwiazdy albo drzewa na czole… też za nią pójdziesz, czy zostaniesz Sobą?
    Może niedługo przyjdzie czas na malowanie brody – tam ciągle miejsce wolne…     😉
    Pytanie – po co?
  • Niektóre zabiegi na włosach.
    Farby niszczą włosy. Wstyd przed siwizną jest u Kobiet co najmniej zastanawiający. W Zakopanem jest teraz „moda” (2015 rok) na siwe włosy. Ciekawe, że w ramach „mody” na kolor siwy/srebrny/biały włosy naturalnie siwiejące są ok, a w innych regionach, gdzie „moda” jest inna – to dla wielu wstyd, brzydota i objaw czegoś słabego. To… nienormalne. 🙂
    Mężczyźni jakoś nie mają z tym problemu (obecnie, bo  mężczyznom też wpajane są „kanony”), więc kto sobie ten problem stworzył i go w sobie podtrzymuje i pielęgnuje? Nie brak siwizny i młody wiek czynią Cię atrakcyjną, ale to jaka jesteś. Powierzchowność podobna do schematycznej kukiełki jest raczej bardziej popularna niż atrakcyjna.  „Piękny” znaczy „piękny”, nie „pofarbowany”. Srebrny kolor jest jednym z kolorów. Dla mnie –  jest piękny również. To jak zaklęty krąg, z którego ciężko się wydostać. Można brnąć w to dalej.
    Pytanie – po co?
    Prostowanie włosów. „Wiadomo – wysoka temperatura szkodzi włosom, a prostownica nagrzana powyżej 200 st. C to gwarancja wysuszenia, a nawet spalenia włosów. Wtedy jedyny ratunek to krótka fryzura. Jeśli jesteś niecierpliwa i chodzisz na skróty, czyli używasz prostownicy na wilgotne włosy, skala zniszczeń jest jeszcze większa. Jeżeli zamierzasz pójść krok dalej i zdecydujesz się na trwałe prostowanie włosów, zwane keratynowym czy brazylijskim, dowiedz się, jaką metodą robiony jest zabieg i czy używa się podczas niego substancji zawierającej aldehyd mrówkowy. Ten formaldehyd może faktycznie świetnie prostuje włosy, sprawiając, że używana w czasie zbiegu keratyna może wniknąć w strukturę włosów, zmieniając ją, ale jednocześnie jest rakotwórczy, powoduje reakcje alergiczne podczas wdychania oparów i można się nim zatruć. Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA – Food and Drug Administration) w 2011 roku uznała metodę prostowania włosów preparatami z aldehydem mrówkowym za niebezpieczną dla zdrowia” – źródło: http://www.hellozdrowie.pl/lifestyle/9-rzeczy-ktorych-nie-warto-robic-dla-urody
    Możesz robić to dalej.
    Pytanie – po co?
  • Malowanie ust – Twój kolor też jest ładny, nie tylko każdy inny – poza Twoim. Nie będę doszukiwać się innej niż uzależnienie od tej czynności szkodliwości używania szminek (nie o to mi chodzi) – zależy od składu i barwników.
    Możesz sądzić, że inne kolory są lepsze od Twojego i że Twoje usta nie są dość dobre i ładne, albo że są lepsze w innych kolorach, niż Twój.
    Pytanie – po co?
  • Malowanie paznokci – rozpuszczalniki niszczą paznokcie i jakie by tak niby „witaminy” były dołożone – rozpuszczalnik jest rozpuszczalnikiem! Lotne związki są nadal lotnymi związkami. . To w lakierach zwyczajnie CZUĆ. A paznokcie są ładne zwykłe. Nie muszą być w kolorze innym od Twojego. Z lakierem i tak 99,999% Kobiet wygląda tak samo. Nic rewelacyjnego. Możesz dalej „dbać” o swoje paznokcie ryzykując zarażeniem HCV u kosmetyczki, albo po prostu niszczyć je  i środowisko rozpuszczalnikami.
    Pytanie – po co?
  • Malowanie twarzy na różowo lub inaczej „różami”. Ta „moda”  pojawiła się niedawno i nie rozumiem, „co poeta miał na myśli”? Może kolor niebieski, albo czarny lepszy zamiast różowego albo zamiast Twojego, zwykłego, pięknego, naturalnego i kochanego policzka? Możesz w ramach oryginalności pomalować policzki na brązowo….
    Pytanie – po co?
  • Podkłady – skóra zamiast być zwyczajna, odświeżona, ewentualnie nakremowana jest zatkana, niezwyczajna i pokolorowana. Przyzwyczajona do tych zatykających mazideł – ma prawo być zmęczona.  Może być zmęczona i zalepiona. i Codziennie rozciągana zmywaniem tego jak i powyższego.
    Codzienny nawyk.
    Pytanie – po co?
  • Noszenie wysokich obcasów
    Jak wynika z badań opublikowanych w „Journal of Experimental Biology”, nierównomiernie rozłożony ciężar ciała podczas chodzenia w butach na wysokich obcasach prowadzi do stanów zapalnych ścięgien, przykurczu i skrócenia ścięgna Achillesa. Okazuje się też, że kobiety codziennie zakładające wysokie obcasy po kilku latach nie są w stanie nosić butów z płaską podeszwą, gdyż przykurczone ścięgna sprawiają im ból. Zbyt duże obciążenie śródstopia (na wysokim obcasie cały ciężar ciała spoczywa na środkowej części stopy) podnosi ryzyko wystąpienia zwyrodnień kości stawów, gdyż krew nie krąży swobodnie i odpowiednia jej ilość może nie docierać do części stopy. Ból kręgosłupa odcinków lędźwiowego i szyjnego to także skutek uboczny miłości do szpilek, które są winne przeciążeń, wymuszają balansowanie ciałem i nienaturalne pozy. Jeśli szpilki dodatkowo mają wąski nosek, to odciski, halluksy i wrastające paznokcie są kwestią czasu. Baleriny i klapki japonki też znalazły się na czarnej liście ortopedów. Pierwsze deformują stopę i niszczą kolana, drugie odpowiadają za trwały przykurcz palców” – źródło: http://www.hellozdrowie.pl/lifestyle/9-rzeczy-ktorych-nie-warto-robic-dla-urody
    Szpilki – niestabilne, niewygodne, niezdrowe buty, między którymi a seksownością nie wiedzieć czemu ktoś postawił znak równości i wiele osób to powtarza. Łydka? Łydka jest piękna taka jaka jest. I męska i żeńska i każda. Zwykła ŁYDKA. Nie sztucznie naciągnięta i sztucznie napięta. W efekcie – koślawa i obolała. Nie tylko łydka, ale i stopa. Japonki wiązały sobie  kiedyś stopy i wsadzały w za małe buciki, bo „modne” były małe stópki. To to samo, tylko w innym wymiarze i z innym skutkiem. Wspólne jest to, ze skutek jest w obu przypadkach zły. Jak i iluzoryczne założenie.  „Wytyczna” kobiecości.  W mediach (TV) promowane uparcie.  Niezrozumienie, iluzja, fałsz, zły nawyk.
    Pytanie – po co?
  • Siedzenie z nogą na nogę. Niezdrowe.
    „Głównie dla kręgosłupa. Zakładanie nogi na nogę sprawia, że część mięśni dolnej części pleców nadmiernie się napina, co z czasem prowadzi do bólu odcinka lędźwiowego kręgosłupa, a nawet urazu, np. wypadnięcia krążka międzykręgowego, ucisku na nerw i np. rwy kulszowej. Za to wbrew obiegowej opinii nie powoduje żylaków, bo, jak podkreślają naukowcy, zaburzenie ciśnienia na skutek założenia nogi na nogę jest tylko tymczasowe ” – źródło: http://www.hellozdrowie.pl/lifestyle/9-rzeczy-ktorych-nie-warto-robic-dla-urody
    Dodatkowo gniecie się tkankę, blokuje swobodny przepływ krwi.
    Możliwy efekt: problemy z krążeniem, żylaki, inne…
    Można myśleć dalej, że to „modne”, „miłe dla oka”, „potrzebne” i „eleganckie”.
    Pytanie – po co?
  • Za ciasne ubrania daj ciału odetchnąć. Daj sobie luz i komfort. Nie mówię, że złe są dopasowane i wygodne ciuchy, ale te sztywne, krępujące ruch i gniotące – już tak. Dotyczy to całej garderoby.
    „Pamiętaj jednak, że za częste noszenie bardzo obcisłych spodni szkodzi zdrowiu i urodzie. Rurki mogą się bowiem przyczynić do powstawania żylaków, szczególnie u osób z zaburzeniami krążenia, lub pogłębić już istniejącą chorobę żył. Opięte spodnie utrudniają krążenie limfy, przez co puchną nogi i powstaje cellulit. Niektórym wielbicielkom rurek zaczynają drętwieć nogi i zaczyna je swędzieć skóra, bo materiał uciska nerwy udowe, powodując w skrajnych przypadkach utratę czucia w bocznej powierzchni uda– źródło: http://www.hellozdrowie.pl/lifestyle/9-rzeczy-ktorych-nie-warto-robic-dla-urody
    Gnieść się w niewygodnym można.
    Pytanie – po co?
  • Noszenie toreb (na jednym ramieniu) – mało kto zastanawia się nad tym, że wykrzywia swoje ciało nosząc torbę na jednym ramieniu. Ramię należy zmieniać, albo najlepiej nosić plecak. Przyzwyczajenie do noszenia ciężaru na jednym ramieniu kończy się skrzywieniem kręgosłupa i bólami. O wygodnych pozycjach napiszę więcej w osobnym wpisie więcej, bo mało kto jest świadomy, jak wielki mają wpływ na nasze samopoczucie i pojawiające się bóle.
    Można się obciążać bez dalszego zastanowienia.
    Pytanie – po co?
  • Tę kropkę zostawiam dla Ciebie. Co Ci przyjdzie do głowy – pewnie tu być powinno.  😉

Reasumując. Wszelkie schematy dotyczące kobiecej twarzy i „kobiecego” wyglądu wynikają z wypromowanego wizerunku Kobiety, do którego wiele Kobiet dąży bez większego zastanowienia, bo robiła to babka, matka i robi mnóstwo Pań dookoła. Dodatkowo w wielkiej przestrzeni kulturowo-medialno-marketingowej króluje stereotyp – pułapka, mówiący o tym, że pewien wypromowany szablon jest symbolem czegoś „pięknego”. Ten stereotyp goni już następny, który stwierdza, że to schematyczne piękno ma wpływ na wartość człowieka i jest ważnym pryzmatem, w postrzeganiu Osoby.  To krzywdząca i widoczna pułapka odczłowieczająca Człowieka poprzez sprowadzenie go do perspektywy „powłoki”. A Człowiek to Istota tam w środku. Powłoka jest tylko domem i narzędziem. Wszechświat jest w środku. Efektem tej pułapki są  Ludzie jak ze schematu, z poczuciem wartości uzależnionym od rzeczy małych, płytkich i nieistotnych. Bez stabilnego kręgosłupa. Chcący spełniać niepotrzebne, niezdrowe i – jak na to spojrzeć z boku  – także dość karykaturalne „standardy” postrzegane „masowo”  jako: „piękno”. Pytanie – no właśnie…. po co?

I kolejne pytanie, czy Ty chcesz być taka jak inni nawet nie pomyślawszy po co? Skąd to się wzięło? Czy to naprawdę jest ładne? Mądre? Zdrowe? Potrzebne? I co najważniejsze – czy dzięki temu poczucie Twojej wartości jest wyższe i czy jest prawidłowo, mocno i prawdziwie zakorzenione w Tobie, w Twoich wartościach i „kręgosłupie”, w czyimś stabilnym, czy może w czymś płytkim, powierzchownym i iluzyjnym wręcz i ulotnym a do tego… niezdrowym w skutkach i trochę (jak dla mnie!) komicznym w swej przerysowanej groteskowej formie?

Czy emisja spowodowana produkcją, transportem i odpady spowodowane tym biznesem są potrzebne? Czy zdajesz sobie sprawę jak potężny to biznes?  Ogromne ilości szkodliwych substancji, opakowań….  Szkoda tej Planety dla wielu bezsensownych działań Człowieka. Tego typu zabiegi wydają się mi być wyjątkowo bezsensowne…  I niestety są szkodliwe dla samych zaślepionych nimi użytkowników. Zbierają ofiary, z których część nigdy nie zda sobie nawet sprawy, że zostały uzależnione od postrzegania siebie i innych poprzez schematyczny wygląd. Poprzez coś, co spłyca, zabiera, narzuca oceny i sprowadza Człowieka do roli obiektu pasującego do „modelu” lub nie.
Uzależnienie to zabiera czas,  nerwy, stabilne poczucie wartości, zrozumienie tego Kim jestem – niezależnie od czynników zewnętrznych oraz daje fałszywe przekonanie, że żeby być Kimś powinniśmy być Jacyś zewnętrznie.
Nudnie i pod linijkę. Groteskowo, komicznie. Niezdrowo. Wszystko to staje się nieważne, gdyż ważniejsze jest to, że przyzwyczajenie i „standard” tego wymaga. To nie jest przyjazne. Zasłania Człowieka tym, co mało ważne.

Tylko poprzez zrozumienie i świadomy, mądry wybór można dążyć do  lepszego, mądrzejszego, bardziej przyjaznego życia… Nam samym.

A Ty? Gdzie Ty w tym wszystkim jesteś? Twoja Twarz, Twoje rzęsy, Twoje usta, Twoje ciało? Czy ukrywasz się pod maską? Czujesz się brzydka bez tuszu na rzęsach albo różu? Ładniejsza „z”? Tak Siebie postrzegasz? Wpadłaś w pułapkę społeczno-kulturowo-medialno-marketingowej nagonki? Pomyśl jak to brzmi i od czego uzależniłaś postrzeganie SIEBIE. Rosną kolejne pokolenia. I małe Istoty. Małe dziewczynki… Jakie mają wzorce? Co widzą dookoła? Czym jest dla nich „kobiecość”? Co jest w niej ważne?  Nieprawdziwa powłoka? Ich własna nie jest dość dobra? Trzeba ją zmieniać (bo nie użyję słówka „poprawiać” – jest powtarzane natrętnie, ale nieprawdziwe!)?
Z tym schematycznym wyglądem na czele?
Dbanie o Siebie jest dobre i ważne. Jednak czym jest dbanie o Siebie?
Aby odpowiedzieć, trzeba zadać pytanie, KIM JESTEŚ?
Jeśli jesteś tylko powłoką – dbanie o Siebie można sprowadzić do zabiegów dla skóry i dla ciała. Jeśli jesteś Kimś więcej niż powłoką – dbanie o Siebie to dbanie przede wszystkim o Twoje szczęście i stanie się nim, dobre samopoczucie i zdrowie (zdrowy duch i zdrowe ciało). I może także wolność i zauważanie?
Może niektórzy są w stanie poczuć się lepiej tylko gdy patrzą na swoje uschematyzowane odbicie w lustrze. Jednak ich szczęście jest wtedy tylko iluzją. Jeśli czujesz się Kobietą (albo czujesz się bardziej kobietą), bo masz na twarzy schematycznie nałożone malowidła/mazidła, albo koniecznie musisz nie mieć siwych włosów, bo to (według stereotypu i narzuconego schemaciku) oznacza coś, czego w Rzeczywistości nie oznacza…
Jeśli tak – Twoja kobiecość jest na słabym fundamencie.

Dbanie o siebie rozumiane jako dążenie do wyglądu zgodnego z  wypromowanym szablonem poprzez wykonywanie powyższych czynności – jak się chwilę zastanowić – jest tak na prawdę przeciwieństwem dbania o Siebie. Nie można dbać o Siebie przeprowadzając niezdrowe działania i uzależniając od nich swoje poczucie wartości i Siebie. To absurd!
Warto być zdrowym, świadomym, szczęśliwym, mieć dobrą kondycję (psychiczną i fizyczną). I owszem: myć się warto, natłuszczać suchą skórę – warto, gdy trzeba…. ale tak bardzo zmieniać? Przewartościowywać?
Niedobre jest to, czym się „zmienianie” stało dla Kobiet. Ich obsesją, wizytówką, inną twarzą… maską.

Kobiecość i męskość to fizjonomia, narządy, reakcje, działanie na poziomie organizmu. Organiczność. To jedyna różnice między płciami.
Reszta – to stereotypy. I pułapki wynikające z nieświadomości.

Do zastanowienia. Dla każdego… Osobno. 🙂

Jadąc rano do pracy/szkoły/gdziekolwiek poobserwuj Ludzi. Milcząco. Obserwująco. Bez oceniania. Co widzisz?

Ja widzę wolne (pod TYM względem!) piękne i naturalne twarze mężczyzn oraz zniewolone i trochę pokryte sztucznością twarze kobiet…. Trochę karykaturalne… Pod linijkę… Brak Siebie w Sobie.
Kobiety zapatrzone we własne paznokcie…
We własną powłokę….
Wolność? Nie za bardzo… 🙂

Jasne! Każdy widzi, co… widzi (tu nikogo nie zaskoczyłam odkryciem).
Nie narzucam.

Z obserwacji, z wątpliwości, z pytań oraz po prostu z obecności i z ciszy wyłania się obraz Wszystkiego. Można go dostrzec, gdy się jest uważnym. 🙂

Nie przekazujmy uzależnienia poczucia własnego piękna i poczucia wartości od makijażu, przebieranek i zapatrzenia w powłokę zewnętrzną naszym  córkom i wszelkim dziewczynkom.
Ani synom i chłopcom – rzecz jasna.
Darujmy Dzieciom to fałszywe, krzywdzące i uzależniające postrzeganie „piękna”.

 Fundamentem są wartości: mądrość, dobro, otwartość i chęć bycia lepszym człowiekiem.

JESTEŚMY DOSKONAŁE i DOSKONALI!!! MAMY POTENCJAŁ!
NAJPIERW JEDNAK – KAŻDY SAM MUSI TO DOSTRZEC. ZOBACZYĆ i UWOLNIĆ SIEBIE…
Poczucie wartości Jednostki nie powinno zależeć od ocen drugiego Człowieka!
Od czynników zewnętrznych. To BŁĄD i PUŁAPKA!
Poczucie wartości powinno być ustawione na STABILNYM i STAŁYM GRUNCIE. W TOBIE.  

PS: Nie system jest zły. Rzeczywistość tworzymy WSPÓLNIE.

Zadbaj o Siebie. Nie o iluzję.
Dbaj o Siebie! 🙂

 

Inny wpis o podobnym temacie: Czy mazidła na twarzy to kobiecość?

13 myśli nt. „Zabiegi wizualne, które NIE CZYNIĄ Cię Kobietą, a są niezdrowe.”

  1. Nie czytałam dawno niczego bardziej żenującego, naciąganego, ograniczonego i zwyczajnie głupiego. A nogi sobie Pani goli?

  2. Piękny tekst. Zgadzam się w 100%.
    Również doswiadczylam ataków kiedy na jakichś forach poruszalam temat zbędnosci makijażu. Od razu byłam brzydką, zaniedbaną wieśniarą, która czegoś nie rozumie. Oj i nawet gorsze epitety. Dosłownie jakby walczyły na śmierć i życie.
    Twarzy bez makijażu coraz mniej, a ja uwielbiam w nich prawdę i człowieczeństwo.
    Może to brzmi wysoko, ale wystarczy porównać.

  3. Miło się czytało 🙂 A dlaczego makijaż na twarzy faceta sprawia, że tyle osób spada z krzeseł ze śmiechu? Bo jest taki stereotyp (fałszywy oczywiście), że mężczyźni lepiej radzą sobie z logicznym myśleniem. Więc jak człowiek myślący logicznie mógłby stwierdzić, że taki jaki się urodził jest niewystarczający? Każdego wyjątkowy zestaw genów trzeba „poprawiać”? Czy zmiana wyglądu powinna być aż tak ważna, żeby wydawać na nią tyle kasy i marnować czas? Czy nie ważniejszy jest nasz charakter, czy nie lepiej za te pieniądze pójść na jakieś zajęcia czy wykłady rozwijające kreatywność, poszerzające wiedzę itp.? I żeby to były jeszcze pieniądze wydane zupełnie dobrowolnie, bo akurat ma się ochotę przez jakiś czas odmienić np. kolor włosów. A nie, bo jest „przymus” tego, żeby włosy nie były siwe albo w kolorze mysiego blondu, chociaż te pierwsze są całkowicie naturalne dla osób starszych, a te drugie dla osób naszej rasy. Gdyby to było bez narzucania presji przez media i społeczeństwo, gdyby naprawdę ktoś miał ochotę mieć np. niebieskie włosy, to prawdopodobnie widzielibyśmy podobną ilość kobiet i mężczyzn ufarbowanych czy w makijażu.

    1. Podobnie postrzegamy w pewnych kwestiach… 🙂
      Dziękuję za wszystkie komentarze i treści.
      Jak czytałam – to momentami byłam zaskoczona, że czytam to, co czytam… 😉

      Pozdrawiam serdecznie.

  4. Ja jestem uzależniona, przyznaję. Zaczęłam od nieśmiałego, leciutkiego makijażu w wieku 16 lat. Dziś leci już pełen zestaw – podkład, korektor na sińce pod oczami, czarny eyeliner, kredka, jasne cienie, podkreślone brwi, trwała na rzęsy i dużo tuszu… Nie wyglądam groteskowo, nadal – bo mam wyczucie – ale.. nie wyjdę z domu bez makijażu, najlepiej pełnego. Może być delikatniejszy, ale być musi. Kiedy pojechałam do Niemiec, po nocy spędzonej w autokarze mój makijaż zmył się prawie w całości. Miałam ze sobą kosmetyczkę (noszę ją wszędzie), ale nie wiedzieć czemu – nie poprawiłam swojej twarzy. Czułam się wolna.. I co jest bardzo ciekawe, zauważyłam, że i tak czy siak dużo mężczyzn się za mną oglądało. Jednak w Polsce jest mi jakoś trudniej uwolnić się od stylizacji. Makijaż, ładny ubiór..
    Jeszcze jedna ciekawostka – mój własny terapeuta zasugerował mi, żebym ubierała się bardziej seksownie, żeby poczuć się pewniej i doroślej. Powiem wam, że byłam w szoku. Czy nasze społeczeństwo tak bardzo się zagubiło? Ubieram się i tak kobieco, mam jeszcze się bardziej odsłaniać, wyglądać ultraseksownie w opinii mężczyzn, aby czuć się wartościowsza?

    Czy to ubiór jest seksowny, czy ktoś? Czy nie odsłanianie nadmiernie piersi czyni je brzydszymi? Czy zakrywanie nóg czyni je mniej seksownymi? Co nam daje wywoływanie pewnych emocji u skądinąd przypadkowych mężczyzn? No właśnie 🙂

    1. Ludziom pomyliły się fundamenty.
      Czy rozpuszczalniki na paznokciach, smar na rzęsach albo niezdrowe, niewygodne i koślawe buty sprawiają, że są Kobietami?
      Masy Ludzi nie widzą i nie rozumieją, że są PRODUKTEM kulturowego nawyku, który sprawił, że zbędne, niezdrowe i zupełnie niezwiązane z kobiecością ani z dbaniem o Siebie nawyki sprawiają, że czują się lepiej, a nie lubią Siebie bez tego.
      Rzęsy Ludzi są ok. Są Ludzkie. Nie kobiece i nie męskie. Paznokcie są w porządku – czyste, obcięte. Nie w rozpuszczalnikach i kolorach.
      Włosy są normalne. Zwykłe. Ludzkie. Nie jak „moda każe”. Każdy kolor (łącznie z bielą) naturalny jest ok. Nienaturalny – jest zwyczajnie NIEPOTRZEBNY.
      Szpile? Buty szczudła, koślawiące nogi, niewygodne, niezdrowe, niestabilne i wręcz komiczne – to ma być coś, co sprawia kobiecość?
      Te zabiegi są zbędne, niezdrowe (mnóstwo Ludzi uzależnia od nich poczucie własnej wartości) oraz szkodliwe dla środowiska (produkcja, transport i odpady związane z wielką skalą).
      To niemądre!
      Dbając o Siebie dbasz o Swój umysł, rozwój, organizm i ciało. Ale nie poprzez iluzoryczne pomazanie go, tylko NAPRAWDĘ.
      Twoje poczucie wartości nie powinno zależeć od żadnych czynników zewnętrznych ani od tego, czy jesteś zbieżna do efektu niemądrego nawyku.
      Sztuczność, farby, lakiery, smary i niezdrowe rzeczy NIE SĄ ani kobiece, ani męskie, ani jakiekolwiek inne. Są tylko tym, czym są w istocie.
      W istocie farby są farbami, lakiery – lakierami, smary- smarami, rozpuszczalniki – rozpuszczalnikami, itd…
      Mężczyźni też muszą zrozumieć, że są ofiarami kulturowego zaślepienia. Jeśli mężczyzna widzi kobietę dopiero jak ta jest w szczudłach albo ma na sobie smary – nie widzi Człowieka, tylko widzi jakąś wypromowaną, niezdrową, iluzoryczną wizję…. Mężczyźni mają inne nawyki wypromowane kulturowo.
      Mnóstwo nieporozumień jest wypromowanych jako coś czemu nadano jakąś łatę….
      Mnóstwo Ludzi daje córkom komunikaty, że żeby były „kobiece” muszą nakładać na Siebie kolory i nosić niezdrowe buty. Nie przestrzegają ich przed tym. Nie tłumaczycie, że to głupota. Nie uświadamiają, że są dobre, doskonałe, piękne, że nie warto podążać za zaślepioną masą i porównywać się z innymi, tylko rozwijać samemu i dla Siebie.
      Synom też utrwalają tę farsę, że to jest „piękno” i „człowieczeństwo”. Nie mówią Dzieciom (ogólnie), że wiele z tego, co widzą – to pomyłka, iluzja nie mająca nic wspólnego ze zrozumieniem, mądrością, stabilnym poczuciem wartości, pięknem Ludzkim. Że to pułapka. Nie nazywają rzeczy po imieniu.
      Głupoty – głupotą, smaru – smarem, mądrości – mądrością, zrozumienia – zrozumieniem, niezależności – niezależnością, wolności – wolnością, piękna – pięknem, nawyku – nawykiem, zaślepienia – zaślepieniem, a farsy – farsą… .
      Nie rozumieją czym to jest na prawdę. Nie widzicie jaki mnóstwo Ludzkiej głupoty ma efekt. Dla Ludzi, dla Planety.
      Nie ma czegoś takiego jak „ładne ubranie” generalnie. Są pewne przyjęte standardy, ale to co jest „ładne” dla wielu niekoniecznie jest ładne dla mnie. Ocenianie Ludzi i ich wyglądy na zasadzie ładny/nieładny jest pomyłką samą w sobie.
      Co do mężczyzn – są różni i postrzegają różnie. Część z nich też rozumie i widzi, że ma przed sobą pełne sztuczności produkty kulturowych przekazów i wcale niekoniecznie jest to dla nich ładne i seksowne.
      Terapeuci – to tez Ludzie. Mają wiedzę z pewnego zakresu, ale też są często zaślepieni i nieświadomi. Często sami nie wiedzą jak żyć. Są różni.
      Nie seksowny strój (seksowny, znaczy jaki?) ma poprawić Pani poczucie wartości (to powierzchowność i iluzja), a stabilne poczucie wartości powinna Pani znaleźć w Sobie, poprzez Zrozumienie mechanizmów działania Rzeczywistości, asertywność, zdrowy dystans, spokój wewnętrzny i zmienianie Siebie w dobrym kierunku… 🙂 Świadomość uzależniania to pierwszy krok w dobrym kierunku. Większość Ludzi go nie ma… 😉
      Pozdrawiam! 🙂

  5. Świetny tekst!
    Przyznaję – lubię się malować, farbuję włosy, czasem maluję paznokcie (lubię mieć niebieskie :)), mam kilka par butów na obcasach (niektóre nie są wygodne), teraz to już całkiem się pogrążę – mam też sztuczne rzęsy w szufladzie [gromy uderzajcie 😉 ]. Uzależniona nie jestem – zwykle chodzę do pracy bez makijażu (nie chce mi się), „zrobionych” włosów (nie chce mi się), płaskich butach (mam energiczny chód i żylaki w rodzinie), paznokcie maluję jak mi się zachce. Myślę, że wszystko rozbija się o świadomość, że nie ma żadnego przymusu ani wyznacznika. Dla mnie to wszystko jest opcjonalne – wybieram na co mam akurat ochotę 🙂
    Kiedyś przy okazji wielkiego postu i podejmowanych przez wiele osób wyrzeczeń (zwykle jest to ograniczenie używek, słodyczy, przekleństw, telewizji) naszła mnie taka myśl, że (abstrachując od religijności) dla bardzo wielu kobiet prawdziwym wyrzeczeniem, próbą charakteru i hartu ducha byłoby właśnie zrezygnowanie z makijażu (wystarczyłoby nawet zrezygnować z najpopularniejszego – tuszu). Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś podjął takie wyzwanie, podejrzewam, że jest to po prostu za duże wyrzeczenie. Doszłam wtedy do wniosku, że makijaż jest uzależnieniem podobnym do uzależnienia od czekolady – nie tak szkodliwe jak alkoholizm czy hazard ale jednak trochę szkodliwe i trzeba przynajmniej nazwać rzecz po imieniu.
    I o ile gładka, rumiana cera, burza włosów, trzepoczące wachlarze rzęs czy zgrabny tyłek wyeksponowany dopasowanymi spodniami zwiększają zainteresowanie płci przeciwnej to akurat na paznokcie faceci nie zwracają żadnej uwagi – czyste i zadbane wystarczą w zupełności 🙂 na tym przykładzie widać, że czasem kobiety same na siebie zastawiają pułapki.
    Wybacz, że się rozgadałam 😉 Pzdr!

    1. Nie sądzę, żeby trzepoczące rzęsy napakowane smarem działały w jakikolwiek sposób na mądre Osoby.
      Mądra Osoba widzi rzeczy takimi jakie są. Czyli smar na rzęsach jest smarem na rzęsach.
      Nie należy stawiać znaków równości pomiędzy pięknem a czymś konkretnym, bo wtedy przestaje się widzieć piękno, a zaczyna tę relację.
      Kto powiedział, że trzepoczące, sztuczne, albo napakowane smarem rzęsy są czymś „pięknym”? 😉
      Pozdrawiam serdecznie 😉

  6. W 100% racja. Znam niejedną kobietę, która jest jakby uzależniona od makijażu. Np. moja matka nie wyjdzie z domu, nikogo nie wpuści do mieszkania, jeśli nie jest umalowana, kiedy kończy jej się kredka do oczu, od razu biegnie kupić nową. Sama nigdy się nie malowałam, mam trudną, trądzikową, cerę i to sprawiło, że nawet nie próbowałam dostosowywać się do tego „wymogu”. Ba, zauważyłam, że nawet kremy BB mające redukować niedoskonałości, powodują większy wysyp wyprysków i wągrów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *