Uzależnienie od terapii, grup wsparcia, warsztatów i wszelkich proponowanych ścieżek rozwojowych

IMG_1697

Obserwuję od dawna wielu Ludzi, którzy są od różnego rodzaju spotkań, terapii, warsztatów zwyczajnie uzależnieni.
Pułapek na słabości Ludzkie jest mnóstwo, a uzależnić się można – jak wiadomo –  niemalże od Wszystkiego.

Grupy np.:  AA i AN skupiają w swoich szeregach Ludzi, którzy trzymają ścisły kontakt z nimi nawet przez dziesiątki lat.  Jeśli przerwanie kontaktu miałoby oznaczać powrót do nałogu – na pewno jest to lepsze. Bezdyskusyjnie. W takich przypadkach widać wymierny i realny efekt – niebranie niebezpiecznej używki.
Jednak dalej pozostają elementy nieprzepracowane. To strach, lęk pojawiające się u niektórych  Osób  na samą myśl, że spotkań mogłoby nie być, oraz częste poczucie winy – gdy spotkania są opuszczane. Pomaga –  dobrze.   Tylko ciągle się jest w „temacie”, w grupie wsparcia i nie jest się do końca wolnym i samodzielnym. Jednak jak już pisałam – takie przypadki z racji wymiernych korzyści są wyjątkowe i nie neguję w żadnym wypadku sensu uczestniczenia w takich spotkaniach, jeśli siła sprawcza abstynencji miałaby przestać działać!

W pozostałych przypadkach jest inaczej. Szczególnie w takich, gdy Poszukiwacz szuka wolności, duchowości i poprawy jakości pewnych aspektów własnego życia.
Uczestniczenie i bywanie w różnych miejscach nie jest tożsame ze zmianami wprowadzanymi w swoje życie.

Więcej. Często bywanie w wielu miejscach uniemożliwia wprowadzenie zmian w swoje życie, gdyż Człowiek zajęty „byciem w wielu miejscach” często nie może wprowadzać zmian w tej przestrzeni, w której chciałby coś poprawić, bo zwyczajnie w niej nie bywa. Nie ma na nią czasu, gdyż czas zajęty ma warsztatami. Nie można pracować nad relacją z Najbliższymi rzadko się z nimi widząc. Czasem – paradoksalnie – takie częste wyjazdy bardziej mogą mieć znaczenie ucieczki przed spotkaniem ze Sobą. Bardziej oddalanie i trwanie w „tym samym” niż faktyczne ze Sobą Bycie.  Dwuznaczność celowa….

Warsztaty, terapie, spotkania wszelkiej maści – są narzędziami, po które warto sięgać, gdy się potrzebuje wsparcia. Jednak czym innym jest wsparcie i równoległe działanie we własnym życiu (korzystanie z tego wsparcia), a czym innym jest pokładanie błędnej nadziei, że częste bywanie w różnych miejscach sprawi, że zmiany przyjdą same.
Wiele przychodzi samo, ale żeby móc z tego korzystać trzeba być na to gotowym.
I ta właśnie gotowość – to już robota każdego z nas. Każdego Ciebie dla Siebie. Przy wsparciu innych – jeśli potrzeba.
Jednak warto jak zawsze zachować czujność i  uważność.  Cienka jest granica pomiędzy terapią, która pomaga, a uzależnieniem się od bywania na terapii i  „komfortem psychicznym” związanym z fałszywą często wtedy myślą, że „coś ze sobą robię”.
Dodatkowo wiele znanych mi Osób czuje niepokój i/lub spadek formy po skończonym cyklu warsztatów  albo ogólnie czuje niepokój na samą myśl, że mógłby/mogłaby zaprzestać tej aktywności.
Niektórym trudniej dostrzec moment, w którym warto się „odpępowić”…  Samo bywanie w wielu miejscach niczego w życiu nie zmienia.
Dla mnie – osobiście – szeroko rozumianym  “sukcesem terapeutycznym” jest wolny, spokojny,  dobry, otwarty i pewny Siebie (bez nadęcia) Człowiek.

Niektórzy Ludzie CHCĄ się spotykać wspólnie, celebrować różne rzeczy, być ze sobą. To jest ok. Tworzy się społeczność.
Jednak jeśli ktokolwiek pomimo tych wszystkich wysiłków ciągle czuje niepokój lub (tym bardziej) jeśli ten niepokój jest związany z brakiem tego typu “wyzwalających” spotkań – warto się zastanowić i mieć na baczności.
Niektórzy Ludzie mają spore problemy na podłożu psychicznym/emocjonalnym i faktycznie ich terapia może (i nieraz powinna) trwać nawet latami.
Należy dobrać wtedy terapię odpowiednio skoncentrowaną na problemie.
Jednak jeśli Ktoś z pozoru wolny, szczęśliwy i zdrowy czuje niepokoje związane z tym o czym wcześniej pisałam…. dobrze, żeby umiał to wyłapać i  żeby zapalała się takiej Osobie “alarmowa lampka”  w głowie.
Warto uważnie obserwować Siebie.

Dodatkowo warto zawsze wszystko przefiltrować przez Siebie – nie brać czegoś tylko dlatego, że Ktoś inny tak powiedział. Niebezpieczne jest tworzenie w Sobie „Totalnych Autorytetów” w innych Ludziach. Nawet te Umysły,  z którymi się w wielu aspektach zgadzam wypowiadały albo myśli, które są dla mnie nie do przyjęcia lub poruszały takie tematy, w których mam inne postrzeganie.
Ślepe wierzenie w słowa innych jest również pułapką. Brać należy tylko to, co się samemu chce. Nie bać się pytań i wątpliwości. Nie bać się myśleć inaczej.
Nawet w miejscach gdzie szerzony jest “rozwój osobowości”, albo “rozwód duchowy” mnóstwo jest Ludzi zaślepionych, oraz “nauczycieli” / “mistrzów”,  których celem nie jest przekazanie sposobów, za pomocą których oni sami się uwolnili (oni sami nie są wolni). Ci Ludzie często za pomocą hasełek i cytatów zbierają sobie  publiczność w celach osiągnięcia własnych korzyści, nieraz za szkodą Ludzi szukających, jeszcze zagubionych, ciągle nieuważnych i podatnych na manipulację. Wiele osób na takich forach również ciągle poszukuje i często przytacza także takie teksty i cytaty znanych (i różnych) Ludzi, które jak się dobrze nad nimi zastanowić – często nie zawierają treści prowadzącej do uwolnienia i zrozumienia.  Często nawet nie zawierają logiki i mądrości. Są jak ślepy zaułek.
Oczywiście – nie wszystkie.
A Wolność i Świadomość polegają m.in. na tym, że jest się stabilnym w Sobie, myśli samodzielnie, rozróżnia “wiem” od “nie wiem” i od “wierzę”, stawia granicę między tymi sprawami (we właściwym miejscu), rozróżnia dobro od zła, stosuje prawo wyboru (i wybiera dobro!),  nie uzależnia poczucia własnej wartości od jakichkolwiek czynników zewnętrznych, jest się uważnym i zauważa To, co Jest (a jest tu mnóstwo pięknej niewytłumaczalności również), oraz rozumie, że doskonałość jest taką Przestrzenią jak Nieskończoność i nie ma sensu do niej dążyć bez prawa do błędu, chociaż stawać się lepszym, mądrzejszym i bardziej uważnym Człowiekiem od Samego Siebie (wyłącznie!) – oczywiście warto. Przynajmniej tak by było chyba fajnie i dobrze, prawda?

Warsztaty, spotkania, ceremonie, terapie aby osiągać efekt powinny być narzędziami wspierającymi i pomagającymi we własnej pracy i przemianie. I jak to z narzędziem – czy to grabie, czy łopata, żeby były użyteczne  –  trzeba umieć z nich korzystać. Dodatkowo korzystać w odpowiednim czasie i wtedy, gdy są naprawdę potrzebne. Powinny też pasować do zadania, a nie być użyte tylko dlatego, że są akurat „pod ręką”.  Grabiami nie przelewa się wody, a łopatą nie napiszesz wypracowania na papierze. Grabie i łopata użyte prawidłowo też nie wykonają za nikogo roboty. Ty ją musisz wykonać przy ich pomocy. 😉

Warto się zatrzymać. Odpocząć. Uwolnić się. Nieraz od szumu z zewnątrz i owczego pędu.
Życzę Wszystkim żeby  Zobaczyli to, co jest NAPRAWDĘ dla nich dobre w tym momencie życia w jakim są i żeby Zobaczyli to wszystko, co wydaje im się dobre, a często jest niestety kolejną pułapką.

Miłego dnia Piękne Moce!

Inny mój tekst powiązany z tematem (“ścieżki rozwojowe” są często wiązane z religiami):  Dlaczego nie wyznaję religii, czyli religia, a Prawda

Tekst związany z tematem innego Autora: http://zwierciadlo.pl/2014/psychologia/na-czym-polega-pseudorozwoj

13 komentarzy

  1. A jak może być szukanie różnych ścieżek rozwoju destrukcyjne dla człowieka? Rozumiem, że w poszukiwaniu można zbłądzić. Na tym szukanie między innymi polega.
    Jest trochę tak, że terapie, czy grupy wsparcia wypełniają pewne emocjonalne luki, które w nas są i które i tak ciągle usiłujemy czymś wypełnić. Wydaje mi się, że nie chodzi o to czy coś “uzależnia” tylko czy to uzależnienie jest destrukcyjne. Tzn. osłabia nasze zdrowie, finanse, pewność siebie itd.

    1. Każde uzależnienie jest destrukcyjne. W rozwoju świadomości chodzi o to, żeby stać, stabilnie i bezpiecznie, bez potrzeby ciągłego podpierania się terapiami i “mistrzami”. Uzależniają tylko fałszywi nauczyciele. Kto nie wierzy w mądrość ucznia, nie powinien być nauczycielem.

      1. No tak, rozumiem. Ale to wymaga czasu. Terapia nie pomoże Ci w miesiąc czy dwa tygodnie. Fakt, powinna Cię prowadzić do coraz większej własnej stabilności. Ale z drugiej strony samorealizacja, czy samorozwój to coś co trwa całe życie. To jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Mówienie, ze ktoś się uzależnia od zdobywania wiedzy, czy samorozwoju… No wiesz jasnym jest, że tak. Tylko czym to szkodzi?
        Ostanie Twoje zdanie jest przepiękne, dzięki.

        1. W ścieżkach rozwojowo – duchowych można dojść do takiego momentu, że już się wie. Wie także to, że ogromna część czego uczą i czego się uczą różni Ludzie jako “prawdy” są tylko założeniami pełnymi nazw, słowotoków i definicji nawet na to, czego już się nie powinno nazywać, bo się tego NIE WIE.
          Wielu Ludzi poszło “obok prawdy” i “za daleko” zamiast się rozejrzeć trochę obok i zatrzymać w odpowiednim miejscu.
          Szacunek dla sfery Nie Wiem jest częścią Prawdy. Jak się znajdzie granicę pomiędzy “wiem” i “nie wiem” można zobaczyć, jak wiele Osób wchodzi w sferę “nie wiem” i mówi o założeniach, albo o zaczerpniętych z różnych religii teorii jako o “wiem”.
          Wtedy nie trzeba rozwijać się dalej w tej sferze. Można się uczyć różnych rzeczy (np.: tai-chi, żeby osiągnąć stabilność, zastosowania ziół by wiedzieć i korzystać, grać na instrumentach, języków itd..itp.), ale wchodzenie np.: w energie i nazywanie ich, fantazjowanie na to Czym jest to Wszystko oraz co po Śmierci i co przed Życiem, wchodzenie w boginie, bożków i nazywanie ich…. wszędzie nazwy, opisy. Tam, gdzie już powinna być (jak dla mnie) cisza. I obserwacja Tego, Co Jest. Bez konieczności nazywania i tłumaczenia Wszystkiego, co się Dzieje.
          Niektórych rzeczy się nie tłumaczy i po prostu miło, że je widzę i…że Bywają… 🙂
          Samorozwój to nie tylko uczenie się o “fantazjach”. Można uzyskać odpowiednią wiedzę, uwolnić się i się uczyć innych, pożytecznych rzeczy. Ważne, żeby wiedzieć CZEGO SIĘ UCZĘ, DO CZEGO TO MI POTRZEBNE i PO CO?
          Niektórzy się mijają z Prawdą i idą gdzieś daleko w siną dal. Ślepy zaułek.

          Jeśli Ktoś jest zagubiony w życiu i ma kłopoty i potrzebuje wsparcia – owszem… terapia może trwać nawet latami. I czasem POWINNA, bo WARTO ZAWALCZYĆ O SIEBIE. Tyle, ze to terapia wspomagająca do dojścia na prostą i dojścia do stabilności. Jak się stabilność już osiągnie… nie trzeba terapii… Potem wystarczy Siebie obserwować, żeby wiedzieć, czego mi trzeba i być uważnym, żeby nie wejść w ślepy zaułek. 🙂

          W wiedzę warto zdobywać całe życie – z różnych dziedzin i zakresów. Ale WIEDZĘ, a nie fantazję albo nieraz fikcję. Dlatego ważne też, czego się ktoś Uczy. Może tego, co już z Prawdą niekoniecznie ma wiele wspólnego albo zajmuje umysł fantazjami, zamiast skupienia na Byciu w Tym, Co Jest? 😉

        2. Po to jesteś teraz człowiekiem, żeby uczyć się siebie w zaczepieniu o rzeczywistość. Jeśli chodzisz wyłącznie na warsztaty dot. duchowości, i chodzisz na nie latami, to tracisz czas. To rzeczywistość jest źródłem uzdrowienia. Rozwój duchowy jest jak nauka jazdy na rowerze. Żeby się nauczyć nie wystarczy o tym mówić, potrzebny jest rower. A dobry nauczyciel puści drążek, którym cię asekurował.

      2. Uzależniają się Ludzie. Nauczyciele mogą mieć jedynie takie intencje (uzależniania kogoś od Siebie i próbowania tego). Zależy, na kogo trafią – jedni są stabilni i uważni i to widzą, inni często jeszcze zagubieni i niestabilni – wpadają…
        Ważne, by być uważnym. 🙂

  2. Nieudolni ludzie, którzy potrzebują AUTORYTETÓW wszelkiej maści by im pokazali na jabłkach co i jak, a jak pokażą to potem i tak nie potrafią tego wcielić w życie. Często te autorytety to sekty manipulanci takich ludzi wykorzystujących bez litości. Nawet takie organizacje jak otwarte klatki, gp, Anastazja, wolna ludzkość J. Rajskiej – liderka gadająca z kosmitami i posiadająca ich moc Mareczek – miszczuniu od uczenia ludzi by pożywiali się tylko energią słońca a sam tego nie potrafi, eko wioski niektóre – wylęgarnia wymienionych autorytetów i wielu innych. Taka prawda. Pozdrawiam dobry artykuł.

  3. Ludzie uzależniają się praktycznie od wszystkiego. Od terapeuty, ośrodka, rozmowy – również. To terapeuta powinien zauważyć kiedy przekraczana jest granica. Pacjent może nie umieć i nie chcieć widzieć granicy. Doświadczyłam tego rodzaju “uzależniania” się pacjentów. Wtedy to już nie jest pomoc tylko inny rodzaj “nałogu”. Gdzie jest bezpieczna granica? Diagnostycznie sprawdzić możemy tak samo – poprzez kryteria uzależnienia. A poza tym to po prostu jest wyczuwalne. To jest sytuacja trudna i dla pacjenta i dla terapeuty. Ale zareagować należy szybko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *