Dlaczego nie wyznaję religii – czyli religia a Prawda

Krzyż

“Dlaczego nie wyznaję religii”? – Nie wyznaję, bo wybieram świadomość i nie chcę stracić z oczu tego, co najistotniejsze.

 Prawdy.
Prawda nie potrzebuje religii.  Religia to wierzenia. Prawda to To, Co Jest.

Jako ludzkość opieramy się głównie o znane cztery wymiary, które można nazwać w skrócie: czasoprzestrzeń. Większość nie przykłada wielkiej wagi do wielu innych, na przykład związanych ze świadomością, odczuwaniem, intuicją lub najróżniejszymi, nieznanymi (jednak wyczuwalnymi) rodzajami mocy.  🙂
One nie muszą być wcale związane z czasoprzestrzenią.  Ludzie przyjmują najchętniej to, co ogarniają, co potrafią wyjaśnić, opisać słowami, wzorami, obrazkami, dźwiękami… To czego się nie da w ten sposób określić – jest odrzucane, pomijane. Tabu. Trudno przyjąć coś, na co nie ma formułki.
Bo niby jak można rozmawiać o czymś, o czym rozmawiać się nie da, gdzie najlepszą odpowiedzią z braku słów i wiedzy jest cisza?  Odpowiedź jest prosta. – Nie trzeba! Bo wystarczy mieć świadomość samego Istnienia.
Świadomość tego, że nie wiemy – także tego Czym To Wszystko Jest oraz tego, co będzie po Śmierci i co jest poza tym, co znamy i poczucie się w tej świadomości dobrze, jest kluczem do sukcesu. Oswobodzenia i wolności od przyjmowania założeń….
Tajemnica jest w tym wypadku czymś zwyczajnym.
Wracając do religii. Każda religia jest tylko jedną z  wielu możliwych historii / rozwiązań przyjętych “na wiarę” jako prawdziwe. Ma sprawić, żeby ogarnięcie majestatu stało się łatwiejsze, przyswajalne, ubrane w ludzkie słowa. Ma uprościć sprawę na tyle, żeby “wyznawcy” poczuli się zadowoleni, bezpieczni, mniej zagubieni.

Tajemnica. Nieskończoność. Czuję się w tym dobrze. Na właściwym miejscu. Dzięki temu nie muszę wierzyć w jakąkolwiek wersję – czuję się dobrze ze świadomością, że istnieje to, co nieznane i że możliwości na to, co nieznane jest nieskończenie wiele. Nie muszę więc powtarzać żadnej historyjki i przyjmować jej za prawdę, czepiać się jakiejś opcji, by czuć się spokojniejszą i “w grupie”, nie muszę składać hołdu ( i nie chcę!) żadnemu: Panu…, Pani, Buddzie, Allaholwi (uchroniłam się na szczęście przed modłami do postaci w jakikolwiek sposób powiązanych z inną istotą ludzką), nie muszę klepać wyuczonych formułek, ani brać udziału w żadnych obrzędach, zwyczajach. Choć mogę to robić, jeśli sprawia mi to przyjemność i mam na to ochotę.

Nikt w związku z religią mi nie narzuca, w jaki sposób mam się prowadzić, co jeść, w co wierzyć.  Świadomie wybieram to, co czuję, że jest moje, bliskie, ważne. Nie mam problemu z rozumieniem tego, co jest dobre i tego, co złe. Nie potrzebuję i nie chcę w kontakcie z Mocą żadnych ludzkich “pośredników” ani “łączników”. Ich istnienie w takim kontekście oraz przypisywanie sobie przez nich takiej roli (i mocy!) jest w ogóle… nie na miejscu. Przyjmowanie treści z książki zawierającej fikcję i również sporo nienawiści i niezrozumienia jako wytyczną jest przejawem niezrozumienia i zaślepienia.
Religia często jest zbiorową pułapką. Zdecydowanie częściej tak, niż nie. Zamiast uwalniać- ogranicza. Często jest “doskonałym” sposobem na wielką manipulację. Jej propagatorzy przyjmując interpretacje narzucają sposób myślenia. Poglądy. Zachowania. Religia działa na zasadzie wierzenia, zakazów, ograniczeń i nakazów. Dla przykładu – idea filozofii buddyzmu polega na tym, by być wolnym. Świadomym i wolnym. Jest mi to bliskie. Ale forma praktyk buddyjskich traktowanych jako religia kojarzy mi się często z czymś wolność wykluczającym. Ze skomercjalizowanym schematem. Narzucanie czegokolwiek w religiach – wolność odbiera. Kojarzy mi się z trybikami jakiejś machiny. Ktoś coś wymyślił, przyjął, a reszta powtarza, że tak jest dobrze i słusznie. “Święte” miejsca przypominają bardziej często bardziej komercyjne bazary ze “świętościami” na sprzedaż, niż coś – co jest poza tym – coś co jest w sercu i świadomości, coś, co po prostu JEST.
Święte bębny, święty posąg, święte miejsce, święty obrazek, święte inne świętości….
A w tle często (lub jako skrywany motyw przewodni):
kasa, wpływy, słabe pobudki,  ślepa chęć zysku.

 Istota, Wszechświat (można to nazywać Świętość, Bóg – ale to też tylko nazwa nadająca Wszechświatowi (który Jest) jakieś znaczenie dodatkowe) jest we Wszystkim, nie tylko w tym, co staje się jej symbolem w rękach “religii”.

Ideą rzymskokatolicką także jest tylko “historia” przyjęta na zasadzie: “tak jest i już”…

Nie sposób nie wspomnieć o “świętych” wojnach (paradox – jak w ogóle można zestawiać świętość z wojną…) wywołanych tłem religijnym (czyt. nieświadomością i zaślepieniem), tysiącach absurdów i krzywdzących sytuacji spowodowanych fanatyzmem. Nie sposób nie wspomnieć o zabijaniu Ludzi niezwiązanych z daną wiarą, rytualnych morderstwach, traktowaniu ludzi jak niewolników (np: sytuacja kobiet u muzułmanów) oraz innych rażących przykładach zaciemniałych umysłów, którym wydaje się, że czynią “dobro” i “posłuszeństwo wobec wyimaginowanego Majestatu”.

Nie chcę nikogo urazić, wiem, że wiele osób tak chce, woli, tak jest łatwiej, prościej. Tylko nie o urazę tu chodzi, a o Prawdę. To, że ktoś tkwi w czymś co mu w dużej mierze narzucono albo że idzie w kierunku czegoś, co jest pełne ustalonych “nazw” i “wytycznych” nie znaczy, że idzie w Tym kierunku, który jest bliski ze Wszystkim, Co Jest.
Ludziom religii, jak i ateistom łatwiej i wygodniej jest przyjąć określoną tezę – “wizję” i powtarzać ją jako jedyną prawdziwą, odrzucając pojęcie nieskończoności. Ale takie “łatwiej i wygodniej” nie oznacza prawdziwie, nie oznacza świadomie – nie ma nic wspólnego tak naprawdę z wolnością – jest tylko przyjętym uproszczeniem, kolejnym schematem.

 Dygresja:  Z matematycznego punktu widzenia, przy założeniu, że każda z opcji jest jednakowo prawdopodobna, przy ilości opcji dążących do nieskończoności – prawdopodobieństwo wystąpienia każdej z nich jest granicą dążącą do zera. 🙂  

W ścieżkach rozwojowo – duchowych można dojść do takiego momentu, że już się wie.
Wie także to, że ogromna część czego uczą i czego się uczą różni Ludzie jako „prawdy” są tylko założeniami pełnymi nazw, słowotoków i definicji nawet na to, czego już się nie powinno nazywać, bo się tego NIE WIE.

Wielu Ludzi poszło „obok prawdy” i „za daleko” zamiast się zatrzymać w odpowiednim miejscu.
Sfera Nie Wiem jest częścią Prawdy. Jak się znajdzie granicę pomiędzy „wiem” i „nie wiem” można zobaczyć, jak wiele Osób wchodzi w sferę „nie wiem” i mówi o założeniach, albo o zaczerpniętych z różnych religii teoriach jako o „wiem” nazywając to “wiarą” i myląc z Prawdą.
“Wierzę” jako “wiem”, a wierzę, tak na prawdę jest częścią… “nie wiem”.
Nie byłoby niczego złego w samej wierze, pod warunkiem, że byłaby ona związana z DOJRZAŁYM WYBOREM i ze Zrozumieniem czym w Istocie  jest wiara.
Ludzie zwący się nieraz “mądrym gatunkiem” stracili umiejętność dostrzegania rzeczy takimi jakimi są w Istocie. Zamiast prostoty i faktów widzą Iluzję i mylą ją z Prawdą. Żyją powielając narzucone im wzorce i schematy myślowe. Zamiast widzieć istotę widzą powiązane z nią znaczenia. Zmienne w zależności od kultury i otoczenia.

Można się uczyć różnych rzeczy i rozwijać całe życie (np.: tai-chi, żeby osiągnąć stabilność, zastosowania ziół by wiedzieć i korzystać, grania na instrumentach, języków, rozwijać pasje, zmieniać swoje trudne cechy charakteru i przyzwyczajenia itd..itp.), ale wchodzenie np.: w energie i nazywanie ich na siłę, nadawanie im konkretnych cech, fantazjowanie na to Czym jest to Wszystko oraz co po Śmierci i co przed Życiem, wchodzenie w boginie, bożków i nazywanie ich…. dookoła nazwy, opisy. Tam, gdzie już powinna być cisza. I obserwacja Tego, Co Jest. Bez konieczności nazywania, nadawanie znaczeń, etykiet i tłumaczenia Wszystkiego, co się Dzieje.
Żeby stać się wolna i otwartą Jednostką będącą harmonijną częścią Wszystkiego trzeba być świadomym.
Świadomość to umiejętność obserwacji i dostrzegania rzeczy Takimi Jakie Są w Istocie bez nadanych im kulturowo i społecznie wzorców postrzegania i myślowych oraz dodatkowych znaczeń.

Niektórych rzeczy się nie tłumaczy. Niektóre widzę i wiem…że Bywają…:) Wszechświat odpowiada. Zdarzeniami. Jesteśmy powiązani ze Wszystkim co Jest i można to zobaczyć. Nie wiem, czy każdy może. Wiem, że można…. bo ja mogę.

Samorozwój to nie uczenie się o „fantazjach” i “założeniach”, a tak często to wygląda jak się wejdzie w sferę “nie wiem” i tworzy w jej obrębie treści.

Ważne, żeby wiedzieć CZEGO SIĘ UCZĘ, DO CZEGO TO MI POTRZEBNE i PO CO?
Niektórzy się mijają z Prawdą i idą gdzieś daleko w siną dal. Ślepy zaułek.

Jeśli np.: Ktoś uwierzy w zbawienną moc kamienia zamiast wiedzieć, że stabilny jest w Sobie i tam jest osadzony i tam jest jego Siła i jego połączenie ze Wszystkim – co się stanie, jak kamień zaginie? Może się załamie, może zignoruje i powie trudno? Jest ryzyko…
Ja wiem, że wszystko co się dzieje jest TAKŻE skutkiem moich działań, jestem spójna w Sobie. Serce jest w zgodzie z Rozumem. Pilnuję tego. 😉
Wszystko co się działo i dzieje – dzieje się we właściwym momencie i wtedy kiedy ma się dziać i jest dostosowane do tego Kim Jestem. Mogę zmieniać Siebie pracując nad Sobą i mając odpowiednie i wolne od manipulacji postrzeganie Wszystkiego.

Wiedzę warto zdobywać całe życie – z różnych dziedzin i zakresów. Ale WIEDZĘ. Nie Iluzję w postaci fantazji i nadanych jej symbolicznych i utartych znaczeń albo związanej z wierzeniami fikcji przebranej za Prawdę.
Dlatego ważne też, czego się ktoś Uczy i czego szuka. Jeśli szuka Prawdy – może niestety uczy (lub już nauczył) się tego, co z Prawdą nie ma wiele wspólnego albo zajmuje umysł fantazjami, zamiast skupić na Świadomości, Obserwacji, Dostrzeganiu, Zrozumieniu i Byciu w Tym, Co Jest?  🙂

 Prawda i tak po prostu Jest.
Czy nie widać “gołym okiem”, że Jest? Wystarczy się przysłowiowo “uszczypnąć” i poczuć, że się żyje, żeby wiedzieć, że się jest i że zakładanie, że niczego nie ma BĘDĄC – jest co najmniej nielogiczne.  😉 Tylko po co zaślepiać umysł definicjami? Regułkami? Schematami? Stworzonymi przez zaślepionych, nieświadomych albo kierujących się złymi pobudkami Ludzi i później powielanymi przez nieświadomych Ludzi.
To, że istnieją Potężne Moce widać gołym okiem. To się dzieje w każdej chwili. Teraz. Tak wiele można zobaczyć i poczuć jak przestaje się być zaślepionym, jak przestaje się biec donikąd….
A co będzie po Śmierci? Znam tylko jedną prawdziwą odpowiedź. Brzmi ona: “NIE WIEM”.
Wiele Osób gubi się, nie zatrzymuje w odpowiednim miejscu i wchodzi z teoriami, tezami i wizjami własnymi (albo powtarza czyjeś) w sferę Tajemnicy zarezerwowaną dla pojęcia: “nie wiem”. To iluzja, nie Prawda. Widać to, co jest Tu i Teraz. Tu i Teraz może dziać się wiele. Wiele niewytłumaczalnego również. Wystarczy mieć oczy otwarte, a umysł wolny i uważny. Uważny również na niezaśmiecania wizjami, które są w sprzeczności z Tajemnicą.

Snucie teorii co było przed tym Życiem, i co będzie po – to nieświadome (lub świadome, ale wtedy związane ze złymi pobudkami) naruszanie Przestrzeni “NIE WIEM”.
Pułapka. Nie  Świadomość, a Iluzja.

“NIE WIEM” jest nierozłączną częścią Prawdy. Tajemniczą i spokojną przy świadomości tego jak potężnym darem i mocą jest to, co widać już Teraz. Przyjmowanie wersji tego, co będzie po śmierci jest w każdym przypadku tylko założeniem. Założeniem, nie Prawdą.

Wszystko co Jest + Nie Wiem = Prawda;
Wiem co będzie po śmierci = Fałsz;
Wiem czym to Wszystko Jest = Fałsz;
Wiem, że jest Bóg/ Wiem, że nie ma Boga = Fałsz (cokolwiek by “Bóg” nie znaczył, poza Wszechświatem i Wszystkim, Co Jest);
WIEM, że jest Wszechświat (Wszystko, co Jest) i WIEM, ŻE NIE WIEM Czym To Wszystko jest = Prawda.

“Wierzę” i “nie wierzę” są częścią sfery NIE WIEM = Prawda
“Wiem” i “nie wiem” są częścią sfery WIEM (wiem też, czego nie wiem) i NIE WIEM = Prawda

Jestem świadoma tego, jak wiele w tych religijnych opcjach jest elementu ludzkiego. Odrzucam element “ludzki”, widzę go wyraźnie – jak tworzy, manipuluje i mocno jest w każdej z “wyznawanych religii”, czyli… opcji. Nieskończenie wielu opcji, które trudno nawet wymyślać. I po co?
Element ludzki w religiach – wymyślony często przez jakiegoś Człowieka lub Ludzi, w taki sposób, w jaki on (lub oni) w coś wierzył (wierzenie, to nie wiedza!), w jaki jemu było wygodnie ustawiać świat, albo z innych pobudek – kształtujących zakazy, nakazy i narzucających schematy.

Przydarzają mi się w życiu rzeczy, dzięki którym wiem, że “są na ziemi i niebie rzeczy, o którym się nawet filozofom nie śniło” i jestem bardzo wdzięczna, że są mi te Zdarzenia dane. Nie wszystko czego doznaję, co zauważam i co się Dzieje da się wyjaśnić (i nawet nie należy próbować – przestrzeń zarezerwowana dla  “nie wiem”). Zdarza się – WIEM, że się zdarzyło, ale NIE WIEM czym to jest. Po prostu JEST. Nauka idzie do przodu i pewne zdarzenia z zakresu parapsychologii i metafizyki już powinny wejść na poziom wiedzy i przyrodoznawstwa, jednak u gatunku Ludzkiego pełnego zafiksowania na iluzji i zabobonach ciężko z przyjmowaniem za fakty zdarzeń, które dotychczas były dla nich bardziej z poziomu “Magia”. Trochę w tej materii zauważa fizyka kwantowa, ale nie zawsze istnienie pewnych zdarzeń warto uznawać dopiero wtedy, gdy uda się je opisać matematycznie. Niektóre rzeczy widać gołym okiem i zauważanie ich to pop prostu brak ignorancji. 🙂

Wracając do tematu: po co mam wierzyć lub nie wierzyć w jakąś “historię/legendę”, skoro wiem, że Moce istnieją, że Ja istnieję i że Wszechświat pełen tajemnic istnieje…
To jest piękne samo w sobie i całkowicie mi wystarczające. I w tym jestem. I to jest wszystko we mnie.  Mistyka, spokój, obserwacja, zauważanie, rozumienie, wolność, akceptacja….   Dodatkowo cała gama uczuć ludzkich, których jestem świadoma i które przyjmuję, bo wiem, że są i że ważne jest to, co ja z nimi zrobię, gdy przyjdą. Poza tym – Cisza. Bez szumu, bez nazw, bez formułek, bez regułek….
Potęga i wielkość Wszystkiego.
Trudno nie zauważyć tego nie do końca doskonałego Ładu.

 Sprawy “ładu Wszechświata” oraz tego, co po śmierci… nie są znane. Nie są znane nam być może celowo. To co wymyślamy – wymyślamy my. Ludzie.

 Wszystko zależy od tego, Kto czego potrzebuje i czego szuka.

“Wierzenia” i “nie wierzenia” nie można nazwać świadomością. Według tych wskaźników nie da się określać prawdziwie Rzeczywistości.
Świadomość – to “wiem” i “nie wiem” i odróżnianie  tego  od Siebie i od “wierzę” (“wierzę” jest częścią “nie wiem”) ….

To co można Poczuć, Zauważyć, Dostrzec, Zrozumieć …., Mądrość, Wolność….  są poza pełnym nawyków i nakarmionym iluzją tłumem, poza masówkami, poza schematami, poza religiami.
Poza Nauczycielami  – bo dochodzi się do momentu, w którym Nauczyciele nie są potrzebni, a Człowiek już widzi, dostrzega samodzielnie i uczy się Mądrości od Wszystkiego. Ciągłe szukanie i gonienie może oddalać od czegoś na prawdę ważnego – zaprzestania szukania i zobaczenia… Zobaczyć można poprzez świadomość i obserwację. Poprzez Siebie można skontaktować się prawdziwie i ze Sobą i ze Wszystkim Co Jest.

Jak ktoś przeczytał – to miło mi i pozdrawiam 😉

Inny wpis w temacie:  Krótka rozprawka o religiach i świadomości

10 komentarzy

  1. Wszystko, co tu jest napisane, to to co czulam tylko nie umiałam ubrać w slowa i uporządkować. A tu to zostało zrobione. Podpisuję się obiema rękami. I cieszę się, że osób podobnie myślących jest więcej.
    Pozdrawiam!

  2. W pełnym słowa znaczeniu oddaję pokłon temu człowiekowi który ze szczgółami opisuje jakimi pobudkami kieruje się kler i inne grupy o sekciarskich zapędach . Tylko szukają łosi żeby wykorzystywać zamiast to kurewstwo w świetle prawa zdelegalizować to rząd to aprobuje i tak panuje solidarność pasożytów społecznych ale ludzie akceptują i utrzymują tą patologię i to mnieteż boli . Pierdolą że to tradycja i dobry przykład dla innych . Spytajcie klechę ile Jezus zapłacił za chrzest w jordanie albo jak pognał handlarzy na odpujście a taki chuj jak Rydzyk doi głupich i w ryj im pluje w ramach podziękowawnia .Pozdrawiam ludzi świadomych realnej prawdy oczywistej i apeluję o odwagę cywilną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *